21/05/2014

Haarlem

Ostatnio prawie wcale nie wyjeżdżałam poza Amsterdam, więc głodna przygód wyruszyłam w zeszłą sobotę do Haarlemu. Jest to zabytkowe holenderskie miasto, więc pełne jest uroczych uliczek i kanałów. Jestem pod wrażeniem spójności Holandii w temacie architektury, bo zabudowa miast jest tutaj bardzo do siebie podobna - są kanały, kamienice, wzory z białych cegieł czy wiatraki. Ale mimo tej przewidywalności, warto po prostu zgubić się w którejś z bocznych uliczek i napawać spokojem, bo tego w Haarlemie pod dostatkiem.

IMG_2911a
IMG_2915a

Zwiedzanie rozpoczęłam od romantycznego spotkania z Adriaanem, czyli lokalnym wiatrakiem, po czym włócząc się nad kanałami, dotarłam na główny plac miasta.

IMG_2918a
IMG_2923a

Ja jakieś 20 km/h, a Ty?

IMG_2931a

Na rynku, gdzie oprócz katedry ku chwale Bawona, znajduje się targ, na którym skusiłam się na małą przekąskę, a potem już tylko oddawałam się słodkiemu spacerowaniu i podziwianiu pięknego miasta.

IMG_2935a
IMG_2965a
IMG_2959a
IMG_2956a
IMG_2950a
IMG_2947a
IMG_2937a
IMG_2942a

A no i przechodziłam też obok najstarszego muzeum - działa dokładnie od 230 lat - w Holandii - Teylers Museum, które nawet z zewnątrz roztacza wokół siebie aurę dostojnej dojrzałości.

IMG_2953a
IMG_2954a
IMG_2946a

A Wy byliście w jakimś ciekawym miejscu ostatnio? :D
Pozdrawiam gorąco,
Karolina

Recently I haven't really been outside Amsterdam, so being in for an adventurer, I went to Haarlem last Saturday. It is an old Dutch town so it's full of charming spots and canals. I am impressed by the architectural coherence in the Netherlands. There are some elements which can be found in almost every town in here, like canals, tenement houses, patters made of white bricks or windmills. Despite being predictable, it's so worth getting lost in one of the side, peaceful streets, because Haarlem is full of them.

I started the sightseeing by a romantic meeting with Adriaan which is a windmill. Then I kept on wandering around the canals until I reached the main square of the city. Apart from the St Bavo Cathedral, there is a nice market taking place there where I spoilt myself with a little snack. After that, I carried on walking and admiring the beautiful city.

I also saw the Teylers Museum which is the oldest museum in the Netherlands, which is open continuously for exactly 230 years. It even has the atmosphere of serious maturity from the outside.

Have you been in any interesting place lately? :D
Very warm cheerio,
Karolina

15/05/2014

Little things

Dostrzegacie małe rzeczy? Wiecie, te pozornie nic nie znaczące fragmenty naszej codzienności, jak chociażby wyjątkowo aromatyczna kawa czy też leniwy sobotni poranek.

Zauważanie tych niewielkich spraw jest ważne - o tym wie chyba każdy. Nie wszyscy jednak o tym pamiętamy i w pewnym momencie zaczynamy gonić za czymś nieosiągalnym. A jak chcemy być szczęśliwi z luksusowymi apartamentami i milionami na koncie, skoro nie dostrzeżemy tych małych rzeczy? Kiedy zaczniemy dostrzegać ile fajnych rzeczy wokół nas się dzieje, na wypadek, gdybyśmy jednak tych mercedesów w garażu się nie dorobili?

A co pomaga nam wyjść z dołków i otrząsnąć się z niepowodzeń? Te małe, na co dzień pomijane, rzeczy właśnie. Dlatego dzisiaj chcę nam wszystkim (sobie też, bo ciągle się tej umiejętności uczę), przypomnieć, żeby się z nich cieszyć, bo to one dają nam najwięcej szczęścia w życiu.

Skąd taka refleksja? Ano, tydzień temu przemykałam obok kwiaciarni, z której trzy minuty później wybiegłam cała rozradowana z wiązanką tulipanów w dłoni. Taka błahostka, a jednak sprawiła, że za każdym razem, gdy spoglądam na ten bukiecik stojący na moim biurku, na mojej twarzy gości uśmiech. I nawet to, że nie mam wazonu, a jedynie dzbanek, jest w tym momencie mało istotnym szczegółem.

Naprawdę niewiele nam trzeba, by poczuć szczęście, a to przecież my sami decydujemy, co nam to szczęście daje. I mam nadzieję, że wszyscy będziemy starali się dostrzegać więcej małych, lecz pozytywnych rzeczy wokół siebie i czerpać z nich jak najwięcej radości.

Pełna pozytywnych myśli,
Karolina :)

tulipanytulipany

Do you notice the little things around you? You know, those seemingly meaningless parts of our daily life, like the exceptionally aromatic coffee or a lazy Saturday morning.

Noticing those little things is so important - everybody knows that. But not everyone remembers about it and at some point we start chasing something beyond our reach. And how do we want to be happy with luxury suites and millions in your accounts, if we do not appreciate those small things? When will you start noticing how many cool things happen around you, just in case you never have those Mercedes cars in the garage?

And what helps us get better when sad or recover from minor failures? The small, casual things of course! So today I want all of us (myself too, because I'm still learning this skill) to remember to enjoy them because they are the source of happiness in our lives.

Why do I have such an afterthought? Well, a week ago, walking past the florist's, I ran out of it three minutes later with a bunch of tulips in my hand. Such a trifle but makes me smile​ every time I look at it standing on my desk. And even that I don't have a vase, only the jug, is just a detail I don't bother with.

We don't need much to feel happy and we are the ones who decide what gives us happiness. I hope that everyone will try to see more tiny but positive things around us and get as much joy and happiness out of them as possible.

Positive cheerio,
Karolina :)

13/05/2014

Green smoothie

"A żeby pić pietruszkę z rosołu - tego jeszcze nie grali" - myślałam w trakcie picia pierwszej szklanki napoju Shreka. Gdy minęła faza sceptyczna, wpadłam się w stan istniej fascynacji. I trwa ona już parę dobrych tygodni.

I tak miksuję:
  • pół szklanki wody (zwykłej albo kokosowej) 
  • 1 banan
  • łyżeczkę nasion chia
  • sok z połowy cytryny
  • 1/3 pęczka pietruszki
Wszystko to wypijam i oczekuję efektów, o których wspomina Atlas roślin ogrodowych. Bo nie wiem czy wiecie, ale pietruszka zawiera witaminy A i C, żelazo i całą litanię innych elementów. W praktyce wpływa dobrze na wzrok, usuwa toksyny z organizmu, poprawia pracę waszego pęcherzyka. Cudowna roślina - rzec by się chciało. Ja piję ją głównie ze względu na oczy - noszę okulary i bardzo chciałabym, żeby moje oczy chętniej ze mną współpracowały.
Koktajl ten zagościł na stałe w mojej kuchni i jeszcze na długo w niej pozostanie. Jako, że staram się żyć coraz zdrowiej, to z pewnością przybliża mnie on do celu. A teraz chwytajcie blendery i miksujcie, bo o zdrowe ciało i umysł trzeba zadbać! :)

Pozdrawiam zielono,
Karolina

IMG_2787a
IMG_2788a
IMG_2793a

"I've never thought I will drink parsley from traditional Polish broth" - I thought when I was half way through my very first glass of green parsley smoothie. When the skeptical phase passed, I became totally fascinated by the Shrek's drink. And I've already kept on drinking it for a couple of weeks.

So I mix:
  • half a glass of water (tap or coconut) < / li>
  • 1 banana < / li>
  • a teaspoon of chia seeds < / li>
  • juice from half a lemon < / li>
  • one third of parsley bunch < / li>
Then I drink it and expect all the effects mentioned in the Garden plants encyclopedia. I'm not sure if you know but parsley contains A and C vitamins and loads of of other healthy items. It's said to improve you eyesight, remove toxins from the body and helps your bladder to work perfectly. What a lovely plant! I drink it mainly due to my not-that-great eyes because as I wear glasses, I'd love to make my eyes more cooperative.
This smoothie is permanently in my kitchen and will remain for quite long time . As I try to be more healthy, it certainly brings me forward to my goal. Now grab you blenders and mix something because it's you who has to take care of your healthy body and mind! :)

Green cheerio,
Karolina x

10/05/2014

Offline day

Uwielbiam spędzać swój wolny czas, korzystając z Internetu. Jest to świetne narzędzie zarówno do rozrywki, jak i nauki. Nie uważam też, że jestem jakoś od niego uzależniona, potrafię podczas wyjazdów wakacyjnych totalnie odłączyć się od wirtualnego świata i innych dóbr techniki. Schody zaczynają się w życiu codziennym, bo wtedy surfuję w Internecie codziennie.

To właśnie dlatego, chcę wypróbować ideę jednego dnia w tygodniu, który spędzamy offline, czyli odłączeni od Internetu na całe 24 godziny. Wszelki czas wolny danego dnia, spędzamy w sposób analogowy, tak jak za czasów, gdy dinozaury królowały na Ziemi.

Moimi testowymi dniami wolnym od komputera będą cztery kolejne poniedziałki. Pierwszy taki dzień już za kilkanaście godzin, a ja jestem dość podekscytowana. Snuję plany, że cały dzień przeznaczę na czytanie, przejażdżkę rowerową czy gotowanie czegoś odlotowego.
Mam nadzieję, że mój mały eksperyment pozwoli mi prawdziwie odpocząć i przez to poprawi moją produktywność pracy w inne dni tygodnia.

Jak będzie? Zobaczymy! A póki co jestem ciekawa, czy robicie sobie takie dni offline i jak na was wpływają. Zapraszam do dzielenia się waszymi historiami w komentarzach!

IMG_2758a

I love spending my free time using the Internet. It's a great tool both for entertainment and learning. I don't think I'm somehow hooked on it because I can whole holidays being totally disconnect from the virtual world and other technological goods. The obstacle begins in my everyday life when I surf Internet every day.

That's why I want to try out the idea of ​spending one day a week offline, totally disconnected from the Internet for 24 hours. Any free time that day I will spend in an offline way, like in the times when dinosaurs ruled the Earth.

My experiment will last for four following Mondays. I'm about to start first such a day in several hours and I'm pretty excited. I've already made some plans that I will spend whole day reading, cycling or cooking something extraordinary.
I really hope that my small test will help me to truly relax and improve my productivity on the rest of the week.

How it will go? We'll see! In the meantime I'm wondering if you're doing such days offline, and how they affect you. Feel free to share your stories in the comments below!

Cheerio,
Karolina x

02/05/2014

April in review

Mam wrażenie, że im dalej w las, w sensie w rok, to mniej się u mnie dzieje. W kościach jednak czuję, że już niedługo nadrobię wszystkie rzekome zaległości. Coś się jednak u mnie w kwietniu działo, więc pora to szybko podsumować.

Miano najfajniejszym wydarzenia zeszłego miesiąca bezapelacyjnie uzyskuje mój wypad do Keukenhof. Słoneczny dzień, chilloutowy nastrój i armia tulipanów sprawiły, że moja ogrodnicza miłość zakwitła i już tylko planuję te wszystkie rabaty, grządki i zielniki.

IMG_2497a
IMG_2573a

Połowę kwietnia spędziłam w Polsce, odwiedzając rodzinę i zajadając się wielkanocnymi łakociami.

IMG_2628a

Wakacje w Polsce nie byłby udane bez zobaczenia się z moimi przyjaciółkami. Podczas jednego z takich babskich wieczorów, urządziłyśmy sobie wspólne gotowanie. I wiecie co, wtedy to odkryłam sekret kuchni chińskiej, ha!

IMG_2676a

Niech was jednak pozory nie mylą, oprócz pysznego jedzenia, miałam też w kwietniu do czynienia z kinem. I to dwa razy. Mam słabość do kina akcji, także zarówno na Kapitanie jak i Spider-Manie bawiłam się świetnie.

IMG_2685a

Gorąco pozdrawiam,
Karolina

I feel that the quicker time flies this year, the less is going on in my life. However, I know in my bones that the situation will change very soon and I will still have a chance to some cool things. Something happened in April though so let me sum it up quickly.

First of all, the coolest event that happened last month was my trip to Keukenhof . It was a brilliant day - I had lovely weather, relaxed attitude and I saw loads of tulips. Those circumstances made my gardening passion blossom and I keep on planing all those flowerbeds I will have one day.

Moreover, I spent two weeks of April in Poland, visiting family and eating some Easter treats. Holidays in Poland wouldn't be successful without seeing with my dear friends. During one of those girlish evenings, we had a girls' night cooking party . And guess what, I discovered the secret of Chinese cuisine that day, yay me!

Except eating literally heaps of delicious food, I also dipped in culture a bit when I went to the cinema. Twice. I'm not sure if you know but I adore action films so watching both Captain America and Spider-Man was great fun for me.

Cheerio,
Karolina x